Najlepsze pirackie gry, w które warto zagrać przed Assassin's Creed Black Flag Resynced
Assassin's Creed Black Flag Resynced wychodzi 9 lipca i nagle wszyscy przypominają sobie, że ta gra o Edwardzie Kenwayu była najlepszą rzeczą, jaką Ubisoft zrobił od dekady. Jeśli remake obudził w tobie głód słonej bryzy i ognia z dział, oto siedem pirackich gier, które zajmą cię do premiery, albo długo po niej.
Resynced odbudowuje klasyka z 2013 na nowszym silniku Anvil, z ray tracingiem, brakiem ekranów ładowania między statkiem a lądem i przerobioną walką. Hype jest prawdziwy. Ale Black Flag mocno nas rozpieściło, a gatunek piracki jest większy i dziwniejszy niż jeden otwarty świat Ubisoftu. Część z tych gier to wielkie piaskownice, część to chaotyczny multiplayer, a jedna to klasyk z 2004, który wciąż się broni. Każda pozwala ci wciągnąć czarną banderę i narobić kłopotów.
Najlepsze pirackie gry na 2026
Assassin's Creed IV Black Flag
Zacznijmy od źródła. Oryginał z 2013 to właśnie ten, który Resynced odświeża, i szczerze mówiąc nadal gra się w niego świetnie. Karaiby Edwarda Kenwaya są nafaszerowane szantami, ulepszeniami statku, bitwami morskimi i tą uzależniającą pętlą wypatrzenia tłustego kupca i podjęcia decyzji, że zepsujesz mu dzień. Jeśli chcesz zobaczyć, o co to całe zamieszanie, jeszcze przed remakiem, oryginał jest tani i łatwo dostępny.
Sea of Thieves
Współdzielona piracka piaskownica od Rare wystartowała topornie w 2018 i powoli stała się jedną z najlepszych gier do wspólnego zawieszania się ze znajomymi. Błyszczy z załogą kumpli, przy stawianiu żagli, kłótniach o mapę i braniu burty od obcych dokładnie wtedy, gdy dopływasz do łupu. W 2024 i 2025 trafiła na kolejne platformy, więc baza graczy jest zdrowa. Zabierz znajomych. Nie ufaj nikomu.
Skull and Bones
Ubisoft spędził jakieś jedenaście lat i małą fortunę, żeby wypchnąć Skull and Bones w 2024, a walka morska to naprawdę ta dobra część. Wyobraź sobie bitwy statków z Black Flag wyjęte do osobnej gry, z porządną progresją i multiplayerowymi wodami. Owszem, potknęło się na starcie, ale kolejne sezony systematycznie je rozbudowały. Weź na przecenie, a dostaniesz swoją porcję burt.
Sid Meier's Pirates!
Remake klasyka Sida Meiera z 2004 (oryginał z 1987) to dowód, że pirackie gry osiągnęły szczyt wcześnie i nikt tego nie zauważył. To lekka piaskownica, w której handlujesz, pojedynkujesz się, adorujesz córki gubernatorów, szukasz zakopanych skarbów i powoli budujesz legendę. Chodzi na ziemniaku, kosztuje tyle co nic i z przyjemnością zje ci cały weekend, zanim się obejrzysz. Ponadczasowe.
ATLAS
Od części ekipy odpowiedzialnej za ARK, ATLAS to ambitne, koślawe, gigantyczne pirackie MMO survivalowe. Budujesz statki deska po desce, obsadzasz je załogą, żeglujesz po ogromnej siatce świata i bijesz się o wyspy z innymi graczami. Jest bałaganiarskie i to grind, bez ściemy, ale nic innego na tej liście nie daje tej samej fantazji "sami zbudowaliśmy ten galeon, a teraz jesteśmy pirackimi królami" na taką skalę.
Sea Dogs: To Each His Own
To smaczek dla najbardziej zatwardziałych. Gęste, bezlitosne pirackie RPG, w którym zarządzasz załogą, abordażujesz wrogie statki w czasie rzeczywistym, żonglujesz polityką kilkunastu nacji i generalnie dostajesz dokładnie tyle, ile włożysz. Nie jest najładniejsze i nie prowadzi cię za rączkę, ale jeśli chcesz pirackie życie zasymulowane aż po księgę rachunkową, to jest to.
Blackwake
Czysty, wspaniały chaos. Blackwake upycha dziesiątki graczy na żaglowcach i pozwala im wrzeszczeć na siebie przy ładowaniu dział, łataniu dziur w kadłubie i szarżach do zwarcia na pokładzie wroga. Współpraca wygrywa mecze, a komunikacja głosowa to połowa zabawy. Jest starsze i cichsze niż kiedyś, ale mało która gra tak dobrze oddaje uczucie pełnej załogi ogarniającej statek.
Zagraj w remake Black Flag, jasne, ale nie kończ na tym. Zacznij od Sea of Thieves, jeśli masz załogę, od Sid Meier's Pirates!, jeśli chcesz przytulnej solowej piaskownicy, i od ATLAS, jeśli chcesz oszaleć przy budowaniu floty. Która piracka gra zahaczyła cię najmocniej? Dajcie znać w komentarzach.